Spisane z życia - Kobieta

Ona i on

2007-10-25 12:09:16
 Opowiem dziś pewną historię… Mnie doprowadza do furii, a moje koleżanki wprawia w osłupienie. Rodzi się z niej jedno podstawowe pytanie: Czy warto? A kwestia oczywiście dotyczy związku. Zapraszam na ploteczki.

Ona jest typową europejską dziewczyną. Kręcone brązowe włosy, roześmiane spojrzenie, rumiana twarz... Do tego reprezentuje sobą wszystko to, czego często brakuje zagonionym, sformalizowanym kobietom XXI wieku - dobroć, ciepło i muzykę, bo przy tym jest zakochana w śpiewie i potrafi czerpać z niego wszystko to, co najpiękniejsze: cierpliwość, zachwyt i metafizykę. Rzec by można – ideał.

Ideał ten jednak ma niestety jedną, olbrzymią wadę - bardzo otwarte serce, z czego rodzi się pewna naiwność i łatwowierność. Właśnie te cechy pozwoliły jemu (o którym za chwilę) zdobyć ją i rozkochać w sobie aż do zatracenia.

On reprezentuje sobą zupełnie inny krąg kulturowy. Przywiózł do Polski nie tylko inny kolor skóry, ale także inne obyczaje i pewne przyzwyczajenia, które stają się na naszym gruncie gratką dla etnologów. Nic dziwnego, że te dwa zupełnie inne bieguny się przyciągnęły i postanowiły być ze sobą. Ona jest z Katowic, on studiuje w Warszawie.

Na początku były oczywiście czułe maile, padło wiele słów o miłości i oddaniu, romantyzm aż wylewał się z ekranu i snuł się w głowach obojga niczym miodowa mgła. Oplatała ich nawet, gdy byli daleko od siebie. Cóż – Internet musi kształtować wyobraźnię!

Są ze sobą już od czterech miesięcy. Krzywa zakochania powinna właśnie zaczynać piąć się do góry, by w efekcie osiągnąć alarmująco wysoki poziom miłości, potem ustabilizować a po kilkunastu ładnych latach małżeństwa – zacząć spadać i znów zatrzymywać na pewnym poziomie. Tu oczywiście on zaproponował pominięcie wszystkich etapów i przejście do konkretów – to jest małżeństwa. To, że facet po czterech miesiącach znajomości, będący w pełni sił witalnych i to w najlepszych swoich latach pragnie uwiązać się świadomie przy świeżo poznanej dziewczynie – jest grubymi nićmi szyte.

W gronie przyjaciółek i koleżanek po takiej rewelacji rozpoczęły się rozmowy o podstępach i potrzebie czujności. Niestety ona, zakochana, postanowiła brnąć w to dalej, aczkolwiek bez uświęcania tejże znajomości węzłem małżeńskim. Powiedziała, że go kocha, że tylko on i że na zawsze, ale i tak czar prysł. On poprosił, żeby odwiedzała go rzadziej i krócej, nie zabierał jej na spotkania z przyjaciółmi, wolał nie trzymać jej za rękę na ulicy. Jak później się okazało jego zakochanie od samego początku objawiało się całowaniem tylko na pożegnanie – na dworcu, brakiem jakiegokolwiek kontaktu, np.: przytulanie, głaskanie, łaskotanie.

Dodatkowo nigdy nie kupił jej nawet kwiatka, o biżuterii mogła zapomnieć. Dlatego z zainteresowaniem śledziła wszelkie nowości, których nie krępował się kupować sobie. Załatwiła mu pracę i mieszkanie, on nawet nie podziękował. Z pracy zrezygnował, gdyż wymagała od niego wcześniejszego wstawania rano. No przecież taki wysiłek byłby zdecydowanie nie na miejscu. Seks owszem był, ale krótki, bezosobowy i płytki. A zaraz po on wychodził do łazienki i nie wiadomo, co tam robił, ale na pewno nie zawierało to w sobie przytulania swojej dziewczyny! Podkreślmy to wprost: dziewczyny, z którą chciał się ożenić. Już nie wspomnę o koleżaneczkach i przyjaciółkach, które przewijały się przez jego mieszkanie, kiedy nie było tam jej.

Tłumaczył to oczywiście innym kręgiem kulturowym i pewnym przyzwyczajeniem wyniesionym z innego kontynentu. Co za bezczelność! Na to wszystko ona odpowiedziała uroczo naiwnym tekstem o wybaczaniu i uczuciu, w zamian, za które miała dostawać odrobinę czułości. Dodam jeszcze, że był to jej pierwszy facet. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie to jest zdecydowanie podszyte jakąś serialową intrygą. Mamy poważne argumenty, żeby tej dziewczynie wytłumaczyć, dlaczego taki chłopak nie zasługuje na jej ciepło i urok osobisty, i że bez problemu znajdzie kogoś, kto będzie bardziej ją szanował. Problem w tym, że mamy do czynienia z przypadkiem kompletnego zaślepienia. Ona nadal z nim jest, nie mając siły odejść.

Toksyczność w związku to częsty problem wśród kobiet słabych, niewierzących we własne możliwości i we własną siłę. Albo on ją bije, albo ona nie ma prawa nic powiedzieć. W innym przypadku kobieta traktowana jest jak powyżej (co według mnie jest szatańską kombinacja wszelkich negatywnych cech męskich). I jak należy w takiej chwili zareagować? Dać jej numer do dobrego terapeuty albo złapać jej faceta na zdradzie?

Nawet dowody zbrodni i to ciężką krwią okupione nie zrobią na takiej delikwentce wrażenia. I tak z nim będzie, bo toksyna się rozprzestrzenia i zakorzenia. A on to wykorzystuje i manipuluje biedną, nieświadomą często dziewczyną. Kółko przyjaciółek zostaje w takiej sytuacji zobowiązane do działania i to bez żadnych skrupułów. Można taką nieszczęsną odizolować, można tłumaczyć jej do skutku, ale najważniejsze, żeby być przy niej. W takich chwilach najistotniejsze jest wsparcie przyjaciół, którzy będą jej powtarzać, że jest piękną i mądrą kobietą, której nie określa żaden facet i że bez niego nie traci na wartości.

Dziewczyno! Uwierz w siebie i swoje możliwości. Jeśli nie jesteś przekonana do swojego potencjału, to znaczy, że nie znasz samej siebie. A z tego wynika jednoznacznie, że nie wiesz, do czego jesteś zdolna. Wierz mi, jesteś kobietą, więc stać cię na wiele. Stać cię na pokazanie mu, co traci, nie szanując cię, stać cię na perfekcyjną zemstę, stać cię na spakowanie swoich rzeczy i pokazanie mu, że masz jeszcze swoją godność. Ale przede wszystkim stać cię na to, aby być kobietą.

A kobiecość rządzi się swoimi własnymi prawami: prawami siły, inteligencji i samowystarczalności. Nie po to wywalczyłyśmy równouprawnienie, żeby teraz zakuwać się w kajdany zależności od mężczyzny i to takiego, którego potencjał emocjonalny bliski jest zeru. Powtarzam to często: znaj swoją wartość. Bo naprawdę warto jest być szanowaną, ale przede wszystkim kochaną. Każda z nas zasługuje na miłość, a plotki, że prawdziwa namiętność zdarza się raz na ruski rok, albo w filmie, to tylko usprawiedliwienie dla tych, którym z różnych powodów nie chce się szukać dalej. Nie można trzymać się kogoś w obawie, że nie znajdziesz już lepszej alternatywy. Cóż… zawsze masz siebie, a wierz mi – jesteś rewelacyjnym towarzystwem!

Olga Filipowska

(olga.filipowska@dlastudenta.pl)

Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
  • ... [0]
    Dune
    2008-11-25 13:10:19
    "Toksyczność w związku to częsty problem wśród kobiet słabych, niewierzących we własne możliwości i we własną siłę." Jeśli tekst bazuje na tej tezie, a bazuje to caly jest do niczego. Toksyczne związki nie sa problemem tylko słabych kobiet. Silne kobiety również wpadają w tą pułapkę, mając świadomość że sa piękne, niezależne, wartościowe, a są z bydlakami przeróżnej maści. I mają nadzieję, że któregoś pięknego dnia ukochanego kopnie prąd albo inna katastrofa budowlana go dotknie i nagle się zmieni. Albo żyją w poczuciu winy że to ja jestem zła, bo jakbym ja była inna to on byłby inny dla mnie. Ale w pracy na uczelni czy gdziekolwiek indziej gdzie się te kobiety pojawią robią wrażenie...Silnych. I chyba silne kobiety częściej się ładują w takie bagno bo one mają siłę wybaczać, starać się i kochać.
Zobacz także
Święto Smoczych Łodzi - Chiny i festiwal, który ma ponad 2 tys. lat

3 dni wolne od pracy pełne ciekawych tradycji.

Ślub w czasie koronawirusa
Weselne zamieszanie w czasie koronawirusa - co można w nowym reżimie sanitarnym?

Jakie decyzje zapadają, jakich rozwiązań narzeczeni szukają i jakie emocje temu towarzyszą? I co na to ustawodawca?

Dzień Dziecka w czasach koronawirusa
Dzień Dziecka w czasach koronawirusa: Co można robić?

Kilka sposobów by Dzień Dziecka był miło wspominany, mimo wciąż trwającej epidemii.

Polecamy
Tuż za ścianą
Tuż za ścianą

Nieładnie jest podsłuchiwać, ale podsłuchiwałam. Zresztą nie pierwszy raz w życiu. Za ścianą mojego studenckiego bloku, przy alkoholu toczyła się dyskusja o pracy i o życiu.

To nie miłość, to tylko złudzenie?!
To nie miłość, to tylko złudzenie?!

„Zasiał zamęt w mojej głowie. Był taki uroczy, czuły i kochany. Gdyby mógł, przychyliłby mi nieba. Świata poza mną nie widział. Do wczoraj”.

Ostatnio dodane
Święto Smoczych Łodzi - Chiny i festiwal, który ma ponad 2 tys. lat

3 dni wolne od pracy pełne ciekawych tradycji.

Ślub w czasie koronawirusa
Weselne zamieszanie w czasie koronawirusa - co można w nowym reżimie sanitarnym?

Jakie decyzje zapadają, jakich rozwiązań narzeczeni szukają i jakie emocje temu towarzyszą? I co na to ustawodawca?

Konkurs Ziaja